Ta strona używa plików Cookie. Korzystając z tej strony zgadzasz się na umieszczenie tych plików na twoim urządzeniu
Najważniejsza jest autentyczność
Anna StyszkoAnna Styszko

Najważniejsza jest autentyczność

Zapraszamy na wywiad z Anną Styszko, fundacja LIS.

Pokaż, kim jesteś.

MCH: Zacznijmy od poważnego pytania. Czy uważasz, że organizacja pozarządowa powinna dążyć do dywersyfikacji źródeł finansowania czy też może ograniczyć się do dbania tylko o jednego, dużego partnera biznesowego? 

 

AS: Moje doświadczenie mówi, że posiadanie wielu mniejszych partnerów jest lepsze niż poleganie na jednej firmie czy instytucji. Fundacja LIS działa od pięciu lat, ale ja jestem z trzecim sektorem związana już dużo dłużej i w ciągu tego czasu widziałam organizacje, które opierały się na jednym źródle finansowania, typu grant czy wsparcie kluczowego darczyńcy. Muszę powiedzieć, że prawie zawsze dochodziło w tych miejscach do takiego momentu, w którym coś się załamywało. Duży zespół musiał być nagle redukowany, projekty ograniczane. Te rzeczy zawsze działy się z dnia na dzień. Zmiany były nagłe, nieprzyjemne i drastyczne. W jednej organizacji, gdzie pracowałam, musieliśmy w krótkim okresie czasu zwolnić ponad połowę zespołu. To bardzo przykre. Płynie z tego tylko jeden wniosek - dywersyfikacja jest taką formą pozyskiwania funduszy, którą każda organizacja powinna rozwijać. 

 

MCH: Gdzie szukać takich źródeł finansowania? Jak to wygląda w Twojej fundacji?

 

AS: W fundacji LIS czerpiemy wsparcie finansowe z czterech, podstawowych źródeł. Podstawowym są granty, bo w tym czujemy się najpewniej, mamy tu duże, zespołowe doświadczenie. Nie aplikujemy jednak na chybił trafił. Staramy się o wsparcie instytucjonalne, które jest spójne z naszą misją i wizją. Myślę, że to jest bardzo ważne, aby trzymać się ściśle obranego kierunku i nie wysyłać aplikacji wszędzie, gdzie to możliwe. To ważne choćby z tego powodu, że grant nie wystarczy otrzymać, ale potem trzeba jeszcze przeprowadzić wszystkie działania i na koniec rozliczyć się z tych środków. Tu wiele organizacji ma problemy. Myślę, że należy trzymać się tego, w czym czujemy się mocni. Wracając do miejsc, skąd czerpiemy środki. Nasze drugie źródło, to współpraca z różnymi instytucjami. Tu zaliczam razem współpracę z biznesem, ale też zadania zlecone przez jednostki samorządu lokalnego, na przykład urzędy gmin. Kolejne źródło, to działalność statutowa odpłatna. Cześć naszych usług jest płatna, a my z zarobionych pieniędzy pokrywamy koszty swojego funkcjonowania. No i ostatnie źródło. W naszym przypadku najmniejsze, ale bardzo ważne. Mam tu na myśli wsparcie od darczyńców indywidualnych. W chwili obecnej prowadzimy szereg działań, aby rozwinąć ten typ współpracy. 

 

MCH: Zatrzymajmy się w tym miejscu. Zazwyczaj mówi się o grantach i wsparciu biznesu, a mniej o wsparciu od osób prywatnych. Powiedz, w jaki sposób budujecie społeczność ludzi, dla których wasze działania są ważne i chcą je wspierać? 

 

AS: Opieramy naszą działalność o szkolenie liderów lokalnych. Przygotowujemy tych ludzi, aby wrócili do swoich wsi, miasteczek i tam, wyposażeni w wiedzę i narzędzia, mogli wdrażać w życie projekty, które mają odmieniać ich małe ojczyzny na lepsze. Ci ludzie angażują swoich znajomych, bliskich w działania. Osoby, dla których projekty fundacji LIS są bliskie, stają się często naszymi darczyńcami. Społeczność darczyńców, to grupa ściśle związania z kręgiem osób, dla których nasze działania są ważne. Nie każdy, kto z nami sympatyzuje, wpłaci swoją cegiełkę, ale mamy takich osób coraz więcej. Najczęściej ten proces wygląda tak, że ktoś kończy naszą Akademię Lokalnych Liderów, wraca do swojej miejscowości, realizuje ze znajomymi swój projekt i później ci ludzie chcą po prostu wesprzeć innych, którzy mają podobne marzenia i stają się naszymi darczyńcami. To taki nasz obieg zamknięty. 

 

Bądź transparentny!

MCH: Powiedz proszę coś więcej o Akademi Lokalnych Liderów. Co to dokładnie jest?

 

AS: Akademia to jest nasz autorski pomysł na to, jak przygotowywać ludzi, którzy mają chęć zmieniać swoje małe ojczyzny. Tworzymy dla tych ludzi różne formy szkoleń, spotkań, konferencji. Każda Akademia do najcześciej kilkunastodniowy cykl edukacyjny, ale czasem jest to na przykład tylko dwudniowe spotkanie. Wszystko zależy od poruszanego tematu. Nowi liderzy uczą się podczas warsztatów, jak planować projekty i potem je realizować. Uczymy też te osoby różnych form angażowania społeczności. Nowi liderzy, po skończeniu szkoleń, otrzymują od nas szansę na zrealizowanie mini-grantu w swojej wsi lub miasteczku. W ten sposób naturalnie przechodzimy od teorii do praktyki. 

 

MCH: To ciekawe. Zazwyczaj mówi się, że NGO potrzebuje ambasadorów, którzy wspierają swoim wizerunkiem jej działanie. Często chodzi tu o znanych lub wpływowych ludzi, którzy pomagają organizacji, firmując jej działania swoją twarzą. W waszym przypadku można powiedzieć, że ci lokalni liderzy są innym rodzajem ambasadorów, ale równie skutecznym. Zgodzisz się z tym?

 

AS: Dokładnie tak jest. Najpierw szkolimy liderów, potem oni przyciągają do siebie ludzi ze swoich społeczności, a na końcu ci sami ludzie chcą pomóc innym i mówią o nas oraz wspierają nasze działania. Wszystkie te osoby są naturalną bazą kontaktów. Polecają nas instytucjom, firmom. Stanowimy jeden zespół. To jest bardzo ważne, bo nasza społeczność jest przez to autentyczna. 

 

MCH: Czy przez swoich ludzi w terenie udało wam się uzyskać wsparcie od biznesu?

 

AS: Jeśli chodzi o biznes, to były to raczej małe partnerstwa, ale nasi liderzy otworzyli nam drzwi do wielu ludzi w administracji lokalnej. Najczęściej jest tak, że liderzy, którzy zrealizują z nami swój pierwszy projekt, chcą później, aby fundacja LIS działała jeszcze aktywniej w ich gminach. Ambasadorzy wprowadzają nas do urzedów gmin, lokalnych centrów kultury i tam rodzą się często nowe, zaskakujące pomysły. Dobrym przykładem jest gmina Wielka Wieś. Najpierw zaczęliśmy działać z sołtysem miejscowości Bębło, a potem w krótkim czasie przerodziło się to we współpracę z całą gminą. Mam wiele przykładów na to, że wystarczy zacząć działać z jedną osobą, a potem działa już efekt kuli śnieżnej. Warunek jest tylko jeden. Organizacja musi robić dobre rzeczy. 

 

MCH: To jest bardzo ciekawe móc słuchać jak budujecie oddolnie swoją społeczność bez wielkich i znanych ambasadorów. Myślę, że tak właśnie powinny działać organizacje pozarządowe. 

 

AS: My działamy w małych ośrodkach. Te środowiska bywają bardzo hermetyczne. Nie ma innego wyjścia, jak zacząć działać z kimś stamtąd, bo żadna znana twarz nie otworzy skuteczniej drzwi do szerszej współpracy niż osoba miejscowa, która, wspólnie z nami, zrealizuje dobry projekt. 

Blog zdjęcie

 

MCH: Wyobraźmy sobie początkującą organizację pozarządową, która dopiero zaczyna  działania. Najcześciej jest tak, że taka NGO myśli o otrzymaniu pierwszego, wymarzonego grantu. Jesteś specjalistką od tego typu dofinansowań. Zdradź, jak to zrobić - gdzie szukać informacji? 

 

AS: Wszystko zależy od misji. Wyobrażam sobie organizacje, dla których granty nie są wcale najlepszym rozwiązaniem. Jeśli chodzi o tę formę finansowania, to najważniejsze jest, aby misja i cele organizacji wpisywały się w wymagania konkursowe. Polecam szukanie grantów spójnych z działaniami organizacji. Zdecydowanie zalecam też rozpoczynanie od mniejszych grantów, aby nauczyć się całego procesu. Wiele początkujących NGO zapomina, że grant to aplikowanie, ale też realizowanie i często ta druga część jest bardziej problematyczna, ponieważ wymaga profesjonalnej wiedzy i umiejętności. Pamiętajmy, że do pisania można zawsze kogoś zatrudnić, ale koordynacja to proces, który trzeba zrealizować samemu albo zlecić profesjonaliście - tego rodzaju usługi bywają jednak bardzo obciążające finansowo dla NGO. Jeśli chodzi o informacje o grantach, to nie ma jednej strony, na której byłyby zebrane wszystkie potrzebne sprawy związane z tą tematyką. Zarejestrowane organizacje powinny śledzić informacje w serwisie ngo.pl. Polecam też społeczność na Facebooku „Konkursy dla NGO”. Zachęcam też do tego, aby zerknąć na konkursy międzynarodowe. Informacje na ten temat zbiera strona eurodesk.pl. Aplikowanie o środki europejskie bardzo poszerza horyzonty i uczy wielu nowych, użytecznych rzeczy. 

 

MCH: To wszystko w tym temacie?

 

AS: Tak, trzeba też przeszukiwać po prostu Internet. Dobrym rozwiązaniem jest również kalendarz na stronie ngo.pl. Tam, w jednym miejscu, są wszystkie konkursy grantowe wraz z datami, kiedy można ubiegać się o dofinansowanie. 

 

MCH: Wróćmy do partnerstw z biznesem. W jaki sposób pozyskujecie firmy, które wspierają fundację? 

 

AS: Muszę przyznać, że to było dla mnie duże odkrycie, iż nawiązując nową relację z firmą można na początku po prostu zadzwonić i umówić się na spotkanie. W trakcie takiego spotkania opowiedzieć o tym, co robimy i zwyczajnie poprosić o pomoc. Kiedyś wydawało mi się, że to tak nie działa. Myślałam, że trzeba mieć super kontakty, czy dojścia do odpowiednich osób. Rzeczywistość pokazała, że zdobywanie partnerów biznesowych, zwłaszcza mniejszych, nie jest aż tak bardzo skomplikowane. Kluczem do sukcesu jest po prostu pokazanie, że wierzy się w swoją misję i wkłada się w jej realizację całe serce. Teraz jest tak, że firmy często same się do nas zgłaszają, bo chcą się włączyć w nasze projekty, które realizujemy na terenie, gdzie one działają. 

 

MCH: Jak przygotowujesz się do takiego spotkania z potencjalnym partnerem biznesowym? Opisz jego przebieg. 

 

AS: U nas wygląda to dość prosto. Obecnie są to najcześciej spotkania online. Spotkanie trwa zazwyczaj pół godziny. Odbywa się ono w bardzo luźnej, naturalnej atmosferze. Mam przygotowaną prezentację, ale często jej nie pokazuję, bo po prostu rozmawiamy z potencjalnym partnerem. Po takim spotkaniu zawsze dosyłam informator o naszej organizacji, żeby firma miała podsumowanie tego, o czym rozmawialiśmy. Zdarza się też, że podpisujemy z firmami dłuższe porozumienia o współpracę. 

 

MCH: Jak budujecie taką długofalową współpracę z biznesem? 

 

AS: Po pierwsze nie można myśleć o firmie jako o kimś, kto daje nam tylko zastrzyk finansowy, ale należy traktować biznes po partnersku. My na przykład współpracujemy z jedną dużą siecią handlową i teraz to są już nasi przyjaciele. Wspólnie planujemy wszystkie działania. Odpowiadamy też na ich prośby o pomoc. Jeśli na przykład potrzebują zorganizować u siebie w sklepach akcję z udziałem wolontariuszy, to my zawsze robimy wszystko, aby stanąć na wysokości zadania. Kluczem jest to, aby razem planować przedsięwzięcia. Najważniejsza jest autentyczność tej relacji i samej organizacji. Nie można niczego udawać. 

 

MCH: Ostatnie pytanie. Każda organizacja, aby przetrwać, musi mieć swoją swoistą energię, która pozwala jej utrzymać się na powierzchni. Jaką supermoc ma Laboratorium Inspiracji Społecznych?

 

AS: Naszą supermocą są ludzie. Społeczność wszystkich osób, które budują organizację. Myślę tu o naszych pracownikach, ale też liderach społecznych, o których dużo mówiliśmy i o wszystkich uczestnikach naszych działań. Razem tworzymy siłę, która odmienia rzeczywistość życia w małych miejscowościach i na wsiach.

Anna StyszkoAnna Styszko